Terminator: Mroczne przeznaczenie - Recenzja

fot. nadesłane
Mroczne przeznaczenie, a zatem szósty z kolei film z serii Terminator, rozpoczyna fragment z jej drugiego „rozdziału”, Dnia sądu. Albowiem świetnie zagrany oraz wyreżyserowany (w konsekwencji bezmiernie klimatyczny i niepokojący), ów cytat zostawia widza podekscytowanym. Niestety wrażenie to nie trwa długo; jako że kolejne sceny implikują drastyczną zniżkę jakości, wstęp okazuje się miłym złego początkiem - niczym ponadto.
REKLAMA
Spoilery

Niemal bezszczelnie towarzyszące słynnej muzyce Brada Fiedela, napisy końcowe Mrocznego przeznaczenia ujawniają: za scenariusz dictum odpowiadało sześć osób. (W tym również James Cameron!). Boć oś fabuły obrazu bezbrzeżnie powiela schematy wcześniejszych części franczyzy, owa informacja - przeciwnie do fabularnych „odkryć” filmu - szokuje oraz...  ciekawi. Niekwestionowana, duża przewina autorów treści wypowiedzi, nie jest zaś jedyną. Gdyż zawodzi także reżyser - Tim Miller (współtwórca przecenionego Deadpoola), obraz niejednokrotnie bywa nieznośny. Z racji tego - podobnie jak wszystkie kontynuacje z pominięciem pierwszej - nowy Terminator zawodzi wzdłuż i wszerz, a prawie mistyczny powrót Camerona... nie zdaje się na wiele.

Kluczowa zaleta oryginalnego filmu - klarowność intrygi,  nie odnajduje w Mrocznym Przeznaczeniu swojego miejsca. Zwłaszcza występ Arnolda Schwarzeneggera, a zatem obligatoryjnej gwiazdy cyklu,  jawi się jako wymuszony. Skądinąd nie oznacza to, iż idea wątku jego postaci, Carla (konsolidującego się z ludzkim społeczeństwem, przyjaznego Terminatora), nie jest ciekawa - wprost przeciwnie; przez wzgląd na brak rzetelnego rozwinięcia, ów motyw fabularny szybko traci jednakże swój rezon. Bądź tak samo jest z pozostałymi składniowymi historii dictum, emocjonalny jej szkielet zasadniczo nie istnieje. Skutkiem tego, przeciętnie zrealizowane, długie sekwencje akcji, miast ekscytować, nużą  w dwójnasób.

W zgodzie ze wspomnianym, bezpośrednim przywołaniem Terminatora 2, ignorując przy okazji wydarzenia pozostałych sequeli, Mroczne przeznaczenie mieni się domknięciem serii (pozostawiając rzecz jasna otwartą furtkę dla następnych, i następnych kontynuacji). I choć istotnie historia Sary Connor, a także jej syna Johna znajduje w filmie swoje zwieńczenie, jest ono rozczarowujące. Źródło gniewu bezmiernej liczby fanów - fakt, iż pierwotny, męski zbawca ludzkości traci życie w pierwszym minutach obrazu - nie jest jednak tego fundamentalną przyczyną. To, że jak reszta personalnych relacji filmu, komponent Sarah-John znika w ich ogólnym natłoku, już tak. Poza Connorami istotne oraz silne więzy rozmaitych konfiguracji dotyczą, albowiem jeszcze trzech innych postaci: Carla, Dani (żeńskiego odpowiednika Johna) oraz Grace (jej „strażniczki”). W dwugodzinnym obrazie skupionym na spektaklu to za wiele.

Jako że ani jedna filmowa składniowa Mrocznego przeznaczenia nie ustrzega się wad - wbrew gospodarowaniu atutami - wypowiedź pozbawiona jest highlightów. Tym samym żaden moment obrazu nie zapada w pamięć, a cały film jest mdły. Od braku energii nie ratuje go nawet „dziarska” Sarah Connor. Podobnie bowiem jak Harrison Ford jako Rick Deckard w Blade Runner 2049, tak i Linda Hamilton jako Connor, nie przypomina siebie sprzed lat, jest słynną postacią tylko z nazwy. Na tle innych aktorów wyróżnia się za to Mackenzie Davis, a więc filmowa Grace. Aczkolwiek jej bohaterka jest imitacją Kyle'a Reese'a - dzielnego obrońcy Sary z pierwszego obrazu - Davis wypada przekonywająco. Jedynie sceny z nią, cybernetycznie wzmocnionym żołnierzem z przyszłości, wzbudzają jakąkolwiek emocjonalną reakcję. Boć przeciwnością charyzmatycznego występu kanadyjskiej aktorki jest rola Natalii Reyes jako Dani (bezsprzecznie, kluczowej postaci filmu), chwile napięcia nie trwają jednak za długo.

W swojej esencji Terminator: Mroczne przeznaczenie próbuje być  Terminatorem 2 - spektakularnym filmem akcji z wyraźnymi elementami sztafażu science fiction, niczym więcej. Owa idea jest zaś straszniejsza niż którykolwiek ruch terminatora! Zgodnie bowiem z nią, nawet z dużo lepszym scenariuszem oraz reżyserią,  „obraz Millera” byłby, co najwyżej udaną kopią pierwowzoru. 
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
pomorskie
12977
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Chojnicach