13 wrzesień 2019

Hollywood Undead: więcej wolności

fot. nadesłane
Rozmowa z Johnnym 3 Tears, J-Dogiem i Charliem Scene`em.
REKLAMA
Tytuł V należy czytać jako Five, ale chodzi nie tylko o to, że jest to wasza piąta płyta. Ta cyfra ma dla was głębsze znaczenie, prawda?

JOHNNY 3 TEARS: Na naszej płycie chcieliśmy zamieścić liczne numerologiczne odniesienia. Mamy pięć zmysłów, gwiazda ma pięć ramion, w teologii piątka oznacza człowieka. Jest pięciu członków Hollywood Undead i tak dalej...

Jak należy rozumieć stwierdzenie, że nowy album jest w większym stopniu zespołowym wysiłkiem niż poprzednie?

J-DOG: Tym razem zespół miał większy wkład w produkcję, bez pomocy zewnętrznych producentów. Większość płyty wyprodukowaliśmy sami, a kiedy pracujesz z zespołem, panują lepsze wibracje, czujesz się pewniej. Zewnętrzny producent wprowadza często trochę niezręczną atmosferę, a kiedy chce dokonać zmian w twojej muzyce, nie ufasz mu tak, jak kolegom z zespołu. Kiedy produkujesz się sam, masz więcej wolności w studiu. Nie musisz trzymać się niczyjej wizji. Pod tym względem podążyliśmy drogą, jaką chcieliśmy, sprawdzaliśmy nowe rzeczy. Zawsze staramy się poszerzać horyzonty, a to o wiele łatwiejsze, kiedy pracujemy sami.

Ten album rzeczywiście jest różnorodny. W California Dreaming łączycie ciężkie brzmienia z refrenem, który sami nazwaliście „w stylu Red Hot Chili Peppers”. Ja bym się tam doszukał także elementów Suicidal Tendencies.

JOHNNY: Chcieliśmy pójść w tym numerze w stronę starego punk rocka, ale jednocześnie zachować kalifornijski klimat i mieć pewność, że energia nie opadnie ani na moment.

W tekście śpiewacie o mrocznej stronie Hollywood, o tym, że ludzie widzą w tym miejscu spełnienie marzeń, ale zapominają, że na jedną osobę, która spełniła swoje marzenia, przypada sto, którym się to nie udało.

JOHNNY: Myślę, że ta dysproporcja jest jeszcze większa. Masz rację, mówiąc że ludzie widzą w Hollywood i w całej Kalifornii miejsce, w którym spełnią swoje największe fantazje, ale zwykle ich spełnienie okazuje się niemożliwe.

Przez większość teledysku występujecie bez masek. Znudziły się wam?

JOHNNY: Nie, wciąż używamy masek, ale tylko w niektórych momentach. Nie nosimy ich przez cały czas. Nie zależy nam na zachowaniu anonimowości. Lubimy je, ale nie czujemy potrzeby robić tego cały czas.

Ghost Beach to z kolei pierwsza prawdziwa ballada w dorobku Hollywood Undead. Czysty pop... 

J-DOG: Wyszła nam bardzo naturalnie. Tworzymy dużo piosenek o Kalifornii i Los Angeles, ale ta zrodziła się praktycznie sama. To nasz pierwszy numer, w którym w ogóle nie ma rapowania. Wychowywaliśmy się na takich zespołach jak Sublime, słuchamy różnej muzyki, ale ludzie myślą, że robimy tylko rapowe kawałki. Stać nas na dużo więcej.
Z drugiej strony na tym albumie znajduje się parę numerów w stylu oldskulowego hip hopu, jak Cashed Out albo Broken Record...

JOHNNY: Większość z nas wciąż słucha starego rapu, jakiego słuchaliśmy, kiedy dorastaliśmy. Dziś nie ma dużo dobrego rapu, inspirujemy się tym, co było kiedyś. Według mnie był znacznie lepszy od dzisiejszego rapu.

CHARLIE: W refrenie Broken Record inspirowaliśmy się także klasycznym rockiem w stylu The Eagles. Zwrotki opowiadają historię, czego brakuje w dzisiejszym rapie, większość raperów przechwala się tylko, jacy są zajebiści. Ta piosenka opowiada o tym, w jakiej jesteśmy depresji.

O depresji w muzyce ostatnio mówi się często, zwłaszcza po śmierci Chrisa Cornella i Chestera Benningtona. Skąd ona bierze się u artystów?

JOHNNY: Ludzie myślą, że jeśli osiągnąłeś wszystko i jesteś szalenie bogaty, musisz być szczęśliwy. A kiedy widzisz, że ktoś taki popełnia samobójstwo, dociera do ciebie, że depresja jest uniwersalna i dotyka każdego: polityka, muzyka czy zwykłego kolesia z ulicy. Chcemy tworzyć muzykę, która będzie inspirować ludzi do walki, pokazywać, że jest inne wyjście niż samobójstwo. To okropne, co stało się Chesterowi i Chrisowi. Mam nadzieję, że przynajmniej dzięki temu ktoś zastanowi się nad tymi rzeczami i wybierze inną drogę.

W Black Cadillac wystąpił gościnnie B-Real z Cypress Hill. Jak do tego doszło?

JOHNNY: Zawsze byliśmy fanami Cypress Hill, słuchaliśmy ich, kiedy dorastaliśmy, byli jedną z naszych największych inspiracji. Skontaktowaliśmy się z nim i bardzo spodobał mu się nasz zespół, chciał z nami pracować. Była to wspaniała, surrealistyczna chwila. Wciąż bardzo lubię słuchać tego utworu i cieszę się, że mogliśmy z nim pracować.

Generalnie wywodzicie się bardziej ze strony hip hopu czy rocka?

CHARLIE: Myślę, że większość z nas wywodzi się z rocka. Na początku słuchaliśmy tego, czego słuchali nasi rodzice, czyli klasycznego rocka w stylu The Beatles i Led Zeppelin. Ale kiedy dorastaliśmy, zwróciliśmy się w stronę hip hopu i przemieszaliśmy te gatunki.

Co się stało z Matthew „Da Kurlzzem” Busekiem? W tym roku nagle zniknął ze składu Hollywood Undead.

JOHNNY: Pojawiły się różnice artystyczne i chciał robić coś innego. Postanowił podążyć za swoimi muzycznymi celami, a my za swoimi. Nie żywimy do siebie urazy. Rozstaliśmy się bez żadnych animozji.

Rozmawiał: ROBERT FILIPOWSKI

Wywiad ukazał się w numerze „Teraz Rocka” z listopada 2017 roku. Obecnie w sprzedaży dostępny jest wrześniowy numer pisma, w którym redakcja sporo miejsca poświęciła takim wykonawcom jak: Tool, Ian Gillan, Pink Floyd, Prophets of Rage czy Soen. Pismo dostępne jest w kioskach w całej Polsce oraz na stronie TerazMuzyka.pl.
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
pomorskie
12977
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Chojnicach