18 lipiec 2019

"Niepokój" część 8 - opowiadanie

Narastała w nim irytacja i zniecierpliwienie. Natrętna mucha uprzykrzała mu życie. Leżał rozleniwiony na nasłonecznionym fragmencie polany, przyglądając się zmrużonymi ciemnymi oczami swojej sforze, kiedy ta bezczelnie usiadła mu na nosie. Kłapnął na nią potężnymi zębami, ale uciekła bez trudu i krążyła mu nad głową, siadając od czasu do czasu na nim i wyrywając go ze spokojnego polegiwania. Nie czuł za bardzo, gdy chodziła mu po grzbiecie, ale to jej najwyraźniej nie wystarczało, bo podrywała się w powietrze, przelatywała prowokująco w zasięgu jego wzroku i siadała co chwilę w innym miejscu. A to na kiju, który przykrywał przednią łapą, a to znowu na nosie, a to, ku jego największemu poirytowaniu, w uchu. Gdyby był człowiekiem, uznałby to pewnie za jawną bezczelność i lekceważenie jego pozycji w stadzie. A tak, tylko niecierpliwił się coraz bardziej i od czasu do czasu wykonywał coraz poważniejsze próby przegonienia jej. Irytację pogłębiało natrętne bzyczenie, które nawet gdy uciekała
REKLAMA
Problemy z muchą całkowicie go pochłonęły i jego uwadze uszło kilka drobnych, ale brzemiennych w skutki zdarzeń, które rozegrały się w jego bezpośrednim otoczeniu.

Wataha, od czasu pamiętnego wymarszu z gospodarstwa, w którym stoczył dramatyczną walkę z napastnikami, obwiniającymi go o napaść na zwierzęta gospodarskie, liczyła łącznie z nim siedem osobników. Czworo rodzeństwa, pochodzącego z jego miotu, trzy siostry i brat. Świetnie mu znani z czasów szczenięcych zabaw, udawanych walk i prawdziwych polowań, w których pod czujnym okiem ojca każdy doskonalił swoją specjalizację: tropienia,zaganiania i - jego wyłączną - zabójcy. W ich relacjach wszystko było oczywiste, respektowali swoje role. W naturalny, niezauważalny dla niego sposób zyskał w ich oczach respekt, a kiedy z powrotem odnaleźli go rannego w ludzkiej zagrodzie, osamotnieni z braku ojca od razu uznali jego dominację nad sobą.

Do czworga rodzeństwa dołączyły dwa obce dla niego osobniki, samiec i suka. Nie znał ich wcześniej, musieli w nieznanych mu okolicznościach natrafić na wędrujące w osamotnieniu rodzeństwo i połączyć siły. Nie wiedział, gdzie podziała się reszta watahy, w której się urodził. Nie było rodziców, nie było rodzeństwa z tegorocznego miotu. Przyjął za fakt, bez rozpamiętywania, że jego nową sforę stanowiła ta właśnie, wylegującą się z nim na polanie, grupa.

W czasie, kiedy mucha uprawiała swój irytujący i odwracający uwagę powietrzny taniec, samiec spoza rodzeństwa, potężny umaszczony w ciemnych odcieniach wilk, podniósł się na przednich łapach i zaczął się wyzywająco w niego wpatrywać. Suka, która wraz z nim dołączyła do rodzeństwa, leżała obok spokojnie, ale napięcie zaczęło udzielać się jego rodzeństwu. Wszystkie wilki zastrzygły uszami. Któryś machnął nerwowo ogonem, inny przewrócił się na drugi bok, żeby nie ruszając się więcej obejmować wzrokiem całe miejsce akcji.

Jedna z jego sióstr wstała nierozważnie, wywołując natychmiastową reakcję samca, który skoczył w jej stronę z obnażonymi zębami, paraliżując wszystkie świadome rozwoju sytuacji wilki. Dopiero to zamieszanie wyrwało go z zaklętego kręgu potyczek z muchą. W jednej chwili poderwał się, nie wiedząc jeszcze co się dokładnie dzieje, ale instynktownie rzucając się pomiędzy siostrę i agresywnego samca. Zobaczył, jak tamten odwrócił się w jego stronę, strosząc sierść na karku, wydając wyraźny nieprzyjazny warkot i szeroko rozstawiając przednie łapy, jednocześnie sprawiając wrażenie, jakby tylko na to czekał. Przeskok z leniwej potyczki z muchą do poważnego kryzysu w stadzie dokonał się w ułamku sekundy.

Przez chwilę wpatrywali się w siebie i mierzyli wzrokiem. Napięcie w powietrzu unosiło się w niemalże widoczny sposób. Ale zanim ktokolwiek zdążył pomyśleć o dalszym rozwoju wypadków, w ułamku sekundy ruszył zdecydowanym skokiem na przeciwnika. Nie robiąc mu żadnej krzywdy, samym impetem rozpędzonej masy, a przede wszystkim - zdecydowaniem tego działania powalił go na ziemię i przycisnął do niej całym swoim ciężarem. Cała prowokacyjna postawa pretendenta do przywództwa uleciała w jednej chwili. Poddał mu się rozluźniając mięśnie, przekręcając delikatnie na grzbiet, a z piersi wydając cichy pisk, jakby bał się, żeby nie usłyszało go zbyt wielu świadków tej porażki.

Rywalizacja o przywództwo w stadzie skończyła się szybciej, niż się na dobre rozpoczęła. Opadło również wyczuwalne wcześniej napięcie rodzeństwa. Jedyne co po niej pozostało, to stratowana trawa na polanie, ustalona hierarchia i wpatrzona w niego zagadkowo suka, której wcześniejszy spokój zamienił się w wyraźne zainteresowanie.

Mucha, która pojawiła się nie wiadomo skąd, znowu usiadła mu na nosie. Tym razem energiczne kłapnięcie paszczą, tą samą która jeszcze przed chwilą napięta na całej długości kufy i odsłaniająca zęby była gotowa do walki z innym wilkiem, zakończyło definitywnie irytujący spektakl śmiercią drugoplanowego bohatera.
 
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
pomorskie
12977
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Chojnicach